Witajcie,
Pomyślałam, że wiosna to czas gdzie w końcu trzeba zacząć działać. Z zamiarem pisania bloga bujałam się już od pewnego czasu ale nie mogłam się zdecydować w którą stronę iść, więc postanowiłam, że będzie po prostu o mnie o moich dziwactwach i o tym co aktualnie mnie kręci. Tak więc do rzeczy :)
Wiosna!!! Bo to o niej dzisiaj będzie. O tym, że wszystko się budzi do życia a ja postanowiłam (jako, że ogrodu nie posiadam), że w tym roku wysadze po raz pierwszy nasiona w doniczkach. Udałam się więc po pracy po nasiona, ziemie miałam uniwersalną, więc zabrałam się do roboty. Dziś mija tydzień i postanowiłam pochwalić się tym co mi wyrosło :) Szału nie ma, ale jeszcze będzie mam nadzieje ;)
Jak widzicie zdecydowałam się na Bazylię, Melisę i Pietruszkę. Chciałam też Mięte ale niestety w sklepie w którym byłam nie mieli...
Bazylia rośnie najszybciej co bardzo mnie cieszy będę musiała za jakiś czas przesadzić ją do większej doniczki :) Dobrze, że oznaczyłam patyczkami doniczki, bo we wstępnej fazie chyba bym się nie połapała co jest co.
Melisa też zaczyna wychodzić do słoneczka, muszę przyznać, że nie myślałam ze taka parapetowa zabawa może dać mi tyle radości :) hehe
Zachęcam Was do wypróbowania, swoje zioła dostępne cały czas na parapecie to swego rodzaju "luksus" bynajmniej dla mnie ;)
Mam nadzieje, że pietruszka po prostu potrzebuje więcej czasu bo tylko jedno nasionko się rozwinęło... Chyba, że trefne nasiona kupiłam :( Będę was informować na bieżąco.
A Wy macie swoje parapetowe uprawy ? Pochwalcie się :)
Trzymajcie się cieplutko :)
Pozdrawiam, Ania



